Strona główna → Dlaczego my → 1994–1996

1994–1996 · demoscena C‑64

Od edytorów na C‑64 do wtyczek WordPressa

Zanim zacząłem budować strony, pisałem narzędzia dla swojej grupy na Commodore 64 — edytory, którymi robiliśmy jej wydania i budowaliśmy jej pozycję na scenie. Nie wspominam o tym dla nostalgii — po prostu to, czego nauczyła mnie maszyna z 64 kilobajtami pamięci, robi różnicę w każdej stronie, którą dziś oddaję.

Rime Feniks Motiv 8 Vaudeville Crew

Co robiłem w latach 1994–1996

Kodowałem jako Rime, w grupie Feniks, później Motiv 8 i Vaudeville Crew. Wszystko, co wtedy wyszło, leży do dziś w CSDb — publicznym archiwum sceny, którego nie prowadzę i na które nie mam wpływu:

Pięć z siedmiu pozycji to edytory — narzędzia, którymi moja grupa robiła własne wydania. W 2011 roku, siedemnaście lat po premierze, ktoś z zagranicy zostawił przy Hires Interlace Editor komentarz, że przydałby mu się wtedy — i opisał dokładnie, na czym polegał trik z dwiema bitmapami. To najstarsza recenzja mojej pracy, jaką mam.

Czego uczy 64 kilobajty

Na C‑64 nie było miejsca na „poprawimy to później”. Każdy bajt miał właściciela, a jeśli coś działało wolno, nie dało się tego zasłonić mocniejszym sprzętem — użytkownik miał taki sam komputer jak ja. Z tego wychodzą trzy nawyki, których nie umiem się pozbyć.

Najpierw mierzę, potem optymalizuję — zgadywanie, co spowalnia stronę, kończy się przepisywaniem rzeczy, które akurat działały dobrze. Dokładam tylko to, co naprawdę jest potrzebne, bo każda biblioteka „na wszelki wypadek” ma swoją cenę, tyle że dziś płaci ją użytkownik na telefonie w 3G, a nie ja. I sprawdzam, zanim oddam, bo na dyskietce nie było hotfixa.

Praca w zespole, zanim był internet

Scena wyglądała inaczej, niż się dziś wyobraża. Ja pisałem kod, muzykę robił ktoś z innej grupy, grafikę ktoś trzeci, często z innego kraju — a całość musiała wyjść jako jedno wydanie, z jednym ekranem startowym i jednym terminem. Wymiana szła dyskietkami i pocztą. Raz w roku przestawała być korespondencyjna: jeździłem na Visual Party, grudniowy zjazd sceny, na którym ludzie znani dotąd z podpisów w creditsach mieli nagle twarze. Przy moich wydaniach w creditsach stoją ludzie z Airwolf‑Team, Alchemy, Acheron, Fairlight i Albion Crew.

Nie nazywaliśmy tego pracą rozproszoną ani code review, ale mechanizm był ten sam: cudzy materiał trzeba było przyjąć, zmieścić w swoich ograniczeniach i oddać tak, żeby autor się pod tym podpisał.

Co z tego zostało

Dziś piszę wtyczki do WordPressa i to jest ta sama robota, tylko z większą pamięcią. Store locator działa na OpenStreetMap, bo nie chciałem, żeby mapa wymagała cudzego klucza, konta rozliczeniowego i ciasteczek strony trzeciej. Importer arkuszy wypełnia trzynaście pól, bo ktoś inaczej wpisywałby je ręcznie przy każdym produkcie. Testy w obu odpalają się poleceniem php tests/run.php — bez build stepu, bo narzędzie, które wymaga rytuału, przestaje być narzędziem.

Moje wydania z lat dziewięćdziesiątych: csdb.dk/scener/?id=6783